Przez wiele lat zasada była prosta: paczka o wartości do 150 euro sprowadzana spoza Unii Europejskiej nie podlegała cłu. To właśnie ta luka – tzw. zwolnienie de minimis – stała u podstaw błyskawicznego wzrostu chińskich platform zakupowych w Europie. Od 1 lipca 2026 r. ta zasada przestała obowiązywać, a rynek e-commerce wchodzi w nowy etap, którego skutki odczują zarówno konsumenci, jak i sprzedawcy – zarówno ci z Azji, jak i z Polski.
W tym artykule wyjaśniam, co dokładnie się zmieniło, na jakiej podstawie prawnej, jak zareagowały największe platformy (Temu, Shein, AliExpress) oraz co branża e-commerce w Polsce i Europie sądzi o tej reformie.
Co się zmieniło od 1 lipca 2026?
Podstawą prawną nowych zasad jest rozporządzenie Rady (UE) 2026/382 z 11 lutego 2026 r., zmieniające rozporządzenie (WE) nr 1186/2009 ustanawiające wspólnotowy system zwolnień celnych. Zgodnie z nim, jak potwierdza Krajowa Administracja Skarbowa, od 1 lipca 2026 r. przesyłki o wartości rzeczywistej do 150 euro przestały być zwolnione z cła.
W miejsce zwolnienia wprowadzono rozwiązanie przejściowe, które będzie obowiązywać do 1 lipca 2028 r.: ryczałtowe cło w wysokości 3 euro za każdą pozycję towarową w zgłoszeniu celnym — a nie, co istotne, za całą paczkę. Oznacza to, że zamówienie zawierające koszulkę i etui na telefon to już dwie pozycje i dwukrotność opłaty, a im bardziej zróżnicowany koszyk zakupowy, tym wyższy rachunek celny.
Warto podkreślić trzy rzeczy, na które zwraca uwagę Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w Infakt:
- Cło nie zastępuje VAT-u — podatek od towarów i usług jest rozliczany osobno, zwykle w ramach procedury IOSS.
- Od listopada 2026 r. ma dojść dodatkowa unijna opłata manipulacyjna, pobierana przez krajowe organy celne za obsługę przesyłek; według szacunków DHL może wynieść ok. 2 euro za paczkę.
- Towary wysyłane z magazynów już zlokalizowanych na terenie UE nie są objęte nową opłatą — co, jak zobaczymy niżej, ma kluczowe znaczenie dla strategii platform.
Docelowo, wraz z uruchomieniem unijnego systemu danych celnych (EU Customs Data Hub) przewidzianym na 1 lipca 2028 r., próg 150 euro ma zniknąć całkowicie, a towary będą clone według standardowych stawek już od pierwszego euro wartości.
Kto formalnie płaci nowe cło?
Ministerstwo Finansów precyzuje, że obowiązek zapłaty nowej należności spoczywa nie na konsumencie, lecz na sprzedawcy, platformie internetowej, importerze lub przedstawicielu zgłaszającym towar do odprawy. W praktyce jednak — jak zauważa w artykule Patrycja Sass-Staniszewska, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej (e-Izba) — koszty regulacyjne bardzo często są przenoszone na cenę produktu, koszt dostawy lub warunki promocji. Najtańsze, niskomarżowe zamówienia mogą więc stopniowo tracić na atrakcyjności cenowej, nawet jeśli podwyżka nie będzie widoczna „z dnia na dzień” przy każdym produkcie.
Dlaczego UE zdecydowała się na tę zmianę?
Argumentacja Komisji Europejskiej i polskiej branży e-commerce opiera się na kilku filarach:
- Skala zjawiska. Według danych Komisji Europejskiej do UE trafia rocznie kilka miliardów drobnych przesyłek, z czego zdecydowana większość pochodzi z Chin. Przeczytaj więcej w artykule.
- Nierówne warunki konkurencji. Jak wskazuje e-Izba, polskie firmy e-commerce ponoszą pełne koszty regulacyjne (RODO, dyrektywa Omnibus, DSA, DMA, GPSR, DAC-7), podczas gdy platformy spoza UE od lat korzystały ze zwolnienia celnego.
- Straty finansowe europejskich branż. W stanowisku e-Izby przywoływane są szacunki Komisji Europejskiej, według których branża odzieżowa traci rocznie blisko 12 mld euro (5,2% obrotu), branża kosmetyczna — 3 mld euro, a producenci zabawek — 1 mld euro rocznie.
- Nadużycia w wycenie przesyłek. Jak podkreśla e-Izba, zaniżanie wartości paczek oraz sztuczne dzielenie zamówień na mniejsze przesyłki, aby zmieścić się w limicie 150 euro, generują w skali całej Unii straty szacowane na 3,8 mld euro rocznie z tytułu nieopłaconego VAT i cła. Dowiedz się więcej tutaj.
- Bezpieczeństwo konsumentów. Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce podkreśla, że towary wprowadzane na rynek unijny powinny spełniać te same normy zgodności co produkty sprzedawane w ramach jednolitego rynku.
Jak zareagowały Temu, Shein i AliExpress?
Reakcja gigantów chińskiego e-commerce była błyskawiczna, ale każda platforma obrała inną strategię. Z analiz cytowanych w mediach branżowych wynika, że:
- AliExpress postawił na transparentność — podwyższone ceny, uwzględniające nowe cło, widoczne są już na etapie przeglądania oferty.
- Temu ukrywa doliczane opłaty aż do momentu przejścia do koszyka zakupowego.
- Shein zainwestował we własny hub logistyczny na terenie UE, co pozwala mu omijać nowe cło dla towarów wysyłanych już z magazynów unijnych.
- Temu i AliExpress rozwijają modele sprzedaży lokalnej — odpowiednio Local-to-Local oraz Local+ — opierające się na towarze magazynowanym już w Europie i sprzedawanym przez lokalnych sprzedawców, co pozwala uniknąć nowej opłaty naliczanej przy odprawie granicznej.
To pokazuje mechanizm, na który zwracał uwagę Piotr Juszczyk: skoro nowa opłata nie obejmuje towarów wysyłanych z magazynów już znajdujących się w UE, platformy mają silną zachętę do przenoszenia logistyki bliżej klienta końcowego. Dla polskiego rynku magazynowo-logistycznego oznacza to potencjalny wzrost popytu na powierzchnie magazynowe i usługi fulfillmentu — jak zauważają eksperci rynku nieruchomości logistycznych, część chińskich sprzedawców już teraz mocniej polega na zewnętrznych operatorach logistycznych, by dotrzeć do klientów w Europie.
Co to oznacza dla polskich sklepów internetowych?
Reakcje polskiej branży e-commerce są ostrożnie pozytywne. Izba Gospodarki Elektronicznej, zrzeszająca m.in. Allegro, InPost, Orlen Paczkę, Visę i Mastercard, z uznaniem przyjęła decyzję Rady UE, nazywając ją „ważnym krokiem w dobrym kierunku” — zastrzegając jednocześnie, że samo cło w wysokości 3 euro „nie jest rozwiązaniem problemu”, a realna zmiana nastąpi dopiero wraz z pełną reformą unijnego systemu celnego i całkowitym zniesieniem progu de minimis.
Według raportu „Chińskie platformy e-commerce a polska gospodarka”, przygotowanego przez e-Izbę i KPMG, udział chińskich platform w wartości polskiego e-handlu szacowany jest na 6–11%. W okresie od października 2024 r. do września 2025 r. wartość sprzedaży zrealizowanej przez chińskie platformy na polskim rynku mogła sięgnąć ok. 11,6 mld zł, a do polskich klientów trafiło w tym czasie około 100 mln paczek z Chin. To pokazuje skalę rynku, na którym nowe przepisy mają wyrównać warunki konkurencji.
Piotr Juszczyk zwraca uwagę, że wyrównanie tych warunków może realnie pomóc firmom z Polski sprzedającym w UE, ponieważ dotąd konkurowały one z podmiotami, które nie ponosiły porównywalnych kosztów celnych.
Praktyczne wnioski dla sprzedawców i konsumentów
- Warto konsolidować zamówienia — z uwagi na naliczanie opłaty od pozycji towarowej, a nie od całej paczki, zamawianie kilku sztuk tego samego produktu w jednym zgłoszeniu jest korzystniejsze niż mieszanie różnych kategorii towarów.
- Kody CN (taryfowe) zyskują na znaczeniu — prawidłowa klasyfikacja towarów decyduje o wysokości przyszłych należności celnych, gdy po 2028 r. wejdą w życie stawki standardowe.
- Logistyka lokalna staje się przewagą konkurencyjną — firmy posiadające magazyny na terenie UE unikają nowej opłaty przy odprawie, co warto uwzględnić przy planowaniu łańcucha dostaw.
- To dopiero pierwszy etap reformy — kolejne zmiany (opłata manipulacyjna od listopada 2026 r., a docelowo pełne zniesienie progu 150 euro od 2028 r.) będą stopniowo zwiększać koszty importu spoza UE.
Podsumowanie
Zniesienie limitu de minimis to nie jednorazowa zmiana, lecz pierwszy etap szerszej reformy unijnego systemu celnego, która potrwa do 2028 roku. Ryczałtowe cło w wysokości 3 euro za pozycję towarową uderza przede wszystkim w model biznesowy platform takich jak Temu, Shein czy AliExpress, ale realnie dotyczy wszystkich przesyłek spoza UE — również tych zamawianych bezpośrednio przez polskie firmy czy klientów indywidualnych z USA, Wielkiej Brytanii czy Turcji.
Dla europejskiego, w tym polskiego, e-commerce to szansa na wyrównanie warunków konkurencji, ale jak podkreśla e-Izba, przewaga lokalnych sprzedawców będzie musiała zostać zbudowana nie tylko na regulacjach, lecz przede wszystkim na jakości obsługi, zaufaniu klientów i sprawnej obecności wielokanałowej.
